Jestes tutaj:   Strona główna arrow Wiadomości archeologiczne arrow Warszawski wiadukt odzyskuje dawną świetność
Kacik Szajmona
Nowości wydawnicze
Dotacja Pradzieje.pl

Jeśli podobają Ci się PRADZIEJE.PL i doceniasz to co robimy, wesprzyj nas. Utrzymanie serwera kosztuje dziś naprawdę wiele. Liczy się dla nas każda złotówka.

Dofinansowanie
Jednorazowo Miesicznie

Waluta

Kwota

Waluta

Kwota






Przypomnij mi haso
Nie masz konta? Za sobie
Warszawski wiadukt odzyskuje dawną świetność Drukuj E-mail
PAP - Nauka w Polsce   
Trwa restauracja zabytkowego wiaduktu im. Stanisława Markiewicza na ul. Karowej, łączącego Trakt Królewski z Powiślem w Warszawie.
Prace konserwatorskie ujawniły kilka niespodzianek – okazało się, że przed wojną ściany tego obiektu miały m.in. kolor różowy – oraz odkrycia małego fałszerstwa daty, widniejącej na jednej z rzeźb. "W czasie prowadzonych prac rekonstrukcyjnych chcemy połączyć współczesne wymogi bezpieczeństwa z zachowaniem niezwykłej estetyki i wyjątkowej formy tego 100-letniego obiektu" - zapewnia Piotr Zambrzycki, konserwator z Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
KONIECZNOŚĆ, SKRUPULATNOŚĆ, ŻYCZLIWOŚĆ

Współcześni specjaliści są zadziwieni wysoką klasą niektórych zastosowanych materiałów przy budowie wiaduktu. Szczególnie, że budowla powstawała w tak trudnych latach. Zdaniem Zambrzyckiego, autorzy projektu – Szyller, Sommer, Woydyga – wykazali się dużą mądrością.

„Mimo to, między innymi ze względu na wciąż przesuwającą się skarpę, przez lata tworzyły się pęknięcia i szczeliny, do których dostawała się woda powodując duże zniszczenia. Jeden z elementów prowadzonych prac to zamykanie tych pęknięć, zastosowanie najnowszych systemów izolacji oraz położenie płaszcza zbrojonego betonu. Chcemy by wszystkie te zabiegi jak najmniej wpływały na substancję zabytkową" – dodaje Zambrzycki.

Przy okazji gruntownej renowacji wiaduktu konserwatorzy postanowili przywrócić brakujące detale – utracone czy usunięte przez wiele lat funkcjonowania obiektu. "Rekonstruujemy całkowicie sześć latarni, które były najwyższymi częściami całej konstrukcji. Były to latarnie gazowe, następnie przerobione na elektryczne. Również odtwarzamy ujęcie wody, tzw. pijkę, źródełko wystające ze ściany" – mówi konserwator.

Zambrzycki przyznaje, że rekonstrukcje nie byłyby możliwe gdyby nie badania archiwalne oraz życzliwość ludzi. "Swoją wiedzę na temat wyglądu wiaduktu czerpiemy np. ze zdjęć, które przynoszą osoby prywatne. Tych sześć latarni prawdopodobnie zostało zdemontowanych po wojnie. Na ich pozostawionych cokołach umieszczono wówczas ozdobne kule. Dzięki fotografiom wiemy jak wyglądały. 'Pijka' natomiast na zdjęciach z lat 30-tych jeszcze widnieje. Po wojnie już jej nie ma. Na szczęście nasze apele o przynoszenie starych zdjęć i tego obiektu nie pozostają bez odpowiedzi" – przyznaje z zadowoleniem.

PRZYWRACANIE DAWNEJ ESTETYKI

Postawienie na nowo latarni czy ujęcia wody to istotne zabiegi przywracające pierwotny wygląd wiaduktu - nie jedyne jednak. Konserwatorzy czuwający nad prawidłowym przebiegiem prac zwracali uwagę na najdrobniejsze szczegóły – kolor konstrukcji, wygląd bruku, balustrad oraz barwę oświetlenia w tunelach.

Wiadukt jest odnawiany w kolorze ugrowym i ochrowym. Mało kto się domyśla jednak, że konstrukcja mogła zostać odnowiona w tak niecodziennym jak na warszawskie realia kolorze różowym.

"Staraliśmy się uzyskać jak najwięcej informacji, w jakim kolorze był wiadukt w najwcześniejszym okresie – m.in. studiując zdjęcia czy pobierając próbki ze ścian. Po badaniach dowiedzieliśmy się, że obiekt był pokryty czterema warstwami kolorów. Najwcześniej była to ciepła żółcień - ugier, następnie różowy z czerwonymi cokołami. W przejazdach wiaduktu odsłoniliśmy nawet kolor zielony. Ostatnią już, powojenną, jest warstwa szara" – wymienia konserwator.

Oświetlenie w tunelach również zostało wymienione tak by dawało barwę nawiązującą do pierwotnej. Nie można było oczywiście zamontować oświetlenia dokładnie takiego samego jak przed wojną, gdyż nie spełniałoby współczesnych norm bezpieczeństwa. Mimo to starano się by światło nie było zbyt ostre i pasowało do estetyki wiaduktu.

Współczesnym wymogom bezpieczeństwa musiały sprostać również zabytkowe balustrady. "Ta niezwykle ważna z punktu widzenia bezpieczeństwa część wiaduktu jest narażona na największe uszkodzenia – nie tylko na podsiąkanie, wysuszanie, ale także uszkodzenia komunikacyjne. Do tego dochodził tragiczny wprost jej stan zachowania – wszystkie elementy balustrady były popękane, zdegradowane i z wysoleniami. Dlatego też musieliśmy balustradę zrekonstruować oraz wzmocnić" – tłumaczy Zambrzycki.

ZAKITOWANY FRAGMENT DZIEWIĄTKI

Jak się okazało wiadukt kryje w sobie także pewne tajemnice. Pod asfaltem, w kilku miejscach jezdni w okolicach wiaduktu odkryto zabytkową kostkę granitową ułożoną w charakterystyczną rybią łuskę a na samym wiadukcie klasyczne szare... płyty chodnikowe. "Wydaje się, że owe płyty zostały położone pod asfalt w ramach izolacji w czasie powojennego remontu. W czasie rekonstrukcji powracamy jednak do wyglądu jezdni nawiązującej do nawierzchni w obrębie całego zjazdu, czyli do rybiej łuski” – zapewnia konserwator.

Niespodziewanie odkryto także drobne fałszerstwo związanego z datą widniejącą na rzeźbie zdobiącej południową balustradę. "Wiadukt był budowany w latach 1902-1905 i ten ostatni rok widniał też na rzeźbionym kartuszu. W czasie prac konserwatorskich okazało się jednak, że pierwotna data tam umieszczona to był rok 1909. Najprawdopodobniej rzeźby dekoracji południowej zostały wykonane właśnie cztery lata po wybudowaniu wiaduktu. I później zapewne by nie zakłócać już tego obrazu, fragment dziewiątki został 'zakitowany'" – przypuszcza Zambrzycki.

Termin zakończenia restauracyjnych prac jest przewidywany na II połowę maja.

***

Wiadukt im. Stanisława Markiewicza na ul. Karowej wybudowany w latach 1902–1905 to jeden z najcenniejszych w Warszawie zabytków z dziedziny inżynierii, architektury i plastyki. Ocalał on nietknięty z pożogi II wojny światowej i przedstawia wysokiej klasy walory artystyczne i techniczne. Autorstwo koncepcji zjazdu w wersji ślimacznicy przypisuje się Kazimierzowi Dankowskiemu oraz Kajetanowi Mościckiemu. Projekt samej konstrukcji, wykonanej w nowoczesnej na te czasy technice żelbetu, przypadł inż. K. Sommerowi z firmy Arnolda Bronikowskiego i S-ki, która następnie zrealizowała ją w latach 1903–1904. Oprawę architektoniczną oraz wystrój rzeźbiarski zaprojektował arch. Stefan Szyller. Ostatecznie wystrój rzeźbiarski, który zlecono warszawskiemu rzeźbiarzowi Janowi Woydydze, został zmieniony w stosunku do zaproponowanego przez Szyllera pierwowzoru, dlatego też jako trzeci projektant figuruje Jan Woydyga, autor kompozycji grupy alegorycznej na balustradzie wiaduktu. Około 1915  r. wiadukt otrzymał imię Stanisława Markiewicza, wybitnego lekarza, higienisty i społecznika, jednego z założycieli Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego.

PAP - Nauka w Polsce, Adam Lisiecki

kol
http://www.naukapolska.pap.pl
{mos_sb_discuss:7}
 
Aktualny PageRank strony pradzieje.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO