|
Tomasz Karpiński
|
Wielu rolników z okolic Żnina zna już charakterystyczny dźwięk "dartego" żelaza, kiedy podczas orki lemiesz pługa trafia na zagrzebany w ziemi głaz. Na Pałukach jest wtedy niemal pewne, że znów odkryta została pamiątka sprzed tysiącleci.
 W Grochowiskach odnaleziono grób z pięcioma dobrze zachowanymi naczyniami  Eksploratorzy grobu - od lewej Jarek Kopacz i Szymon Nowaczyk
Tak właśnie kilkanaście dni temu natrafiono na grób skrzynkowy w
okolicach Grochowisk Księżych - na obrzeżu pola, kilkadziesiąt metrów
od ruchliwej trasy krajowej łączącej Bydgoszcz z Poznaniem.
Groby skrzynkowe wzięły swą nazwę od sposobu ich budowy. Z kilku
płaskich głazów powstają ścianki grobowca, dno wyłożone jest
drobniejszymi kamieniami i gliną. Jeszcze jeden, największy głaz
nakrywa tę konstrukcję z góry. - Wewnątrz stawiane były urny z prochami
zmarłych - mówi Szymon Nowaczyk z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie.
- Ten system pochówku charakterystyczny był dla przedstawicieli kultury
pomorskiej, ludu żyjącego na naszych ziemiach około 2500 lat temu.
"Skrzynka" z Grochowisk to jeden z ponad stu podobnych grobowców
odnalezionych na Pałukach. Szymon Nowaczyk badał trzy z nich. Pierwsze
dwa ujawniły się w 2001 i 2003 roku podczas prac w ogrodzie, na terenie
jednej z posesji w Janowcu Wielkopolskim. - Właściciel postanowił
postawić nowe ogrodzenie, głębiej wkopał się w ziemię i nagle na drodze
stanął mu potężny kamień. Natychmiast dał znać do Biskupina. Miał nosa
- trafił na grób. Nie był jednak pierwszym, który do niego dotarł.
Wśród glinianych urn zachował się również... fragment XIX-wiecznego
kafla. Musiał on tam jednak trafić przypadkowo - grób był uszkodzony,
nie było jednak śladów jego eksploracji.
Znacznie lepiej zachował się kolejny janowiecki grób, odkryty w 2003
roku. Pod nienaruszoną konstrukcją krył dwie urny. Późniejsze badania
antropologów wykazały, że były w nich szczątki 40-letniego mężczyzny i
o połowę młodszej kobiety.
Dom w zaświatach
Grobowce już od najdawniejszych czasów stanowiły niezwykle ważny
element życia. W neolicie, kiedy jeszcze chowano do ziemi całe ciała
pełniły funkcje... "kopców granicznych" wyznaczających terytorium
plemienne. W czasach kultury pomorskiej i następującej po niej -
łużyckiej - stanowiły one centra ówczesnego świata plemiennego, a
później rodowego. - Przed 2,5 tysiącami lat nasi przodkowie żyli w
świecie magii. Zmarli nie odchodzili, zmieniali tylko miejsce pobytu -
ze świata żywych do świata umarłych. Urna nie była więc jedynie
naczyniem, do którego składano niedopalone szczątki. Była raczej
traktowana jako... człowiek żyjący w innym wymiarze. Stąd też często na
urnach umieszczano realistyczne podobizny pochowanych w nich osób. Urny
miały oczy, nosy, usta. Jeśli zmarły był majętny - uszy mogły zdobić
brązowe ozdoby. Przez kolejne wieki wizerunki zmarłych stawały się
coraz bardziej symboliczne, aż w końcu zanikły zupełnie. Na Pałukach
tylko nieliczne urny można określić mianem twarzowych, niemniej musiały
być traktowane z równie wielkim szacunkiem.
Zmarłych wyposażano w podróż w zaświaty. Obok urn kładziono naczynia z
żywnością - tak zwane przystawki, brązowe ozdoby. Inaczej też
traktowano mężczyzn i kobiety. Tych pierwszych chowano w naczyniach,
które wcześniej wypalano. Dotrwały do dziś w doskonałym stanie. -
Gorzej było z kobietami. Ich urn już nie wypalano, z czasem uległy więc
zlasowaniu. Po otwarciu grobu można je oczyścić, sfotografować.
Jakakolwiek jednak próba ich wyjęcia sprawia, że rozpadają się w pył.
Groby skrzynkowe zazwyczaj zawierają różną liczbę urn. Niewykluczone
więc, że były to grobowce rodzinne. Po śmierci kolejnego członka
rodziny podczas ceremonii pogrzebowej dokładano kilka kolejnych naczyń
z prochami. - Kilka, bo zamieszkujący tu lud był pochodzenia
indoeuropejskiego. Fakt posiadania nawet kilku żon był więc rzeczą
normalną, tak samo jak obowiązkiem żony było pójście w ślady zmarłego
męża, czyli wspólna śmierć na stosie
Wrócą do ziemi?
Do tej pory podobne znaleziska archeologiczne po ich przebadaniu i
udokumentowaniu (oraz ewentualnej ekspozycji na wystawach) trafiały do
muzealnych magazynów. Szymon Nowaczyk chciałby jednak złamać ten
zwyczaj. - Urny nadal kryją ludzkie szczątki, którym winni jesteśmy
szacunek. Chciałbym więc doprowadzić do kolejnego pogrzebu. Oczywiście
nie będzie on miał charakteru happeningu czy turystycznej atrakcji. Po
prostu przebadane szczątki zostaną przesypane do wiernych kopii
odnalezionych naczyń i ponownie złożone w zbudowanym na nowo grobie.
Mam nadzieję, że właściciel pola wyrazi na to zgodę. Na miejscu
pochówku zasadzimy zaś drzewa, by z jednej strony oznaczyć to miejsce,
z drugiej zaś uniemożliwić uszkodzenie grobu podczas kolejnych prac
polowych.
Ewentualny pogrzeb z pewnością poprzedzą długotrwałe dyskusje - jeśli
bowiem dojdzie do ponownego pogrzebu - będzie to w Polsce, a z
pewnością na Pałukach swego rodzaju nowość. Zanim jednak do tego
dojdzie - grób z Grochowisk Księżych możemy obejrzeć w Biskupinie,
gdzie właśnie rozpoczęła się wystawa prezentująca najciekawsze odkrycia
archeologiczne, do których doszło od 2003 roku na Kujawach i Pomorzu.
Tekst i fot.
MICHAŁ WOŹNIAK
|